Corso VE
jest o tyle ciekawe co męczące, o
tyle ekscytujace co przerażające, o tyle cudowne co upiorne.
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
Corso Vittorio Emanuele, które łączy prawdziwe
serce miasta czyli piazza Duomo (plac Katedralny) z placem San Babila to
apogeum cielesnych i emocjonalnych doznań dla każdego bez wyjątku modowego
grzesznika. To maksimum wodzenia na pokuszenie bezbronnych sympatyków modowego
blichtru bez względu na płeć, wiek i
zawartość portfeli. Taką jak na tej ulicy dozę przyjemności można porównać do najróżniejszych
rzeczy. Ja pozwolę sobie na porównianie do pobytu w saunie: „och, jak błogo,
jak relaksująco, jak lekko...” Po czym po wyjściu ze zmęczenia słaniają się nam
nogi i nie możemy się doczekać wygodnego posłania do spania.
Tak właśnie wygląda sobotnie popołudnie na
corso Vittorio Emanuele. Wyciska z nas siódme poty, ale żaden, ale to żaden
wielbiciel mody nie może opuścić takiej ulicy! ŻAAADEEEEN!!! NIGDY PRZENIGDY! NEVER
EVER!!!
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
Jeśli ktoś nie jest przekonany do takiego właśnie
rodzaju spędzania wolnego czasu, niech raz przejdzie się naszą ulicą, a...
już więcej na nią nie wróci. Corso VE jest o tyle ciekawe co męczące, o tyle
ekscytujace co przerażające, o tyle cudowne co upiorne.
Tak więc mężowie napalonych na zakupy żon i żony napalonych mężów – Stop!
Halt! Fermi! Jooji! 住手!
Nie decydujcie się na eskapadę dla towarzystwa, bo tu nie ma żartów – pobyt
na corso VE może zakończyć się niespotykanych dotąd rozmiarów kłótnią lub w
skrajnych wypadkach – nawet rozwodem!
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
Pisząc to, nie biorę oczywiście pod uwagę
wyjątków dotyczących pór przebywania na owej koszmarnej uliczce, czyli dajmy na
to
wczesny poniedziałkowy ranek pierwszej połowy sierpnia, kiedy to Mediolan
świeci pustkami,
bo wszyscy mieszkańcy przebywają wtedy na urlopach w Arenzano,
Rimini czy dajmy na to Olbii. Ale nie jest to najmądrzejsze wyjście – w
sierpniu wiele sklepów zmienia swój wystrój, odbywają się ważne remonty, bardzo
możliwe więc, że zamiast spokojnie dokonać shoppingu, pocałujemy klamkę i z
kwitkiem wrócimy do hotelu. Cóż więc można na to poradzić? W grę
wchodzi prawie wyłącznie poświęcenie (kilkudziesięciominutowe stanie w
kolejkach do przymierzalni) i dobra organizacja -
pozostawienie rodziny na
Ostatniej Wieczerzy – oglądają bądź
jedzą,
a my urywamy się na kilka godzin).
Przestrzeń ulicy
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
Jest
kilka rzeczy, które śmieszą mnie za każdym razem, kiedy odwiedzam VE. Po
pierwsze szaleństwo w oczach przechodniów. Jeszcze na piazza Duomo fala
turystów robi zdjęcia, stoi spokojnie w kolejce do Katedry czy odpoczywa na
schodach przed nią. Kilkanaście metrów dalej zmierzając w stronę San Babila –
to już inny świat i inny rodzaj ludzi – ludzi czatujących na dobre okazje.
Wywijają torbami, workami i innymi reklamówkami, na których im kosztowniejszy
sklep, tym większy widnieje napis. W środku ulicy znajduje się niesamowicie
zabytkowy średniowieczny kościół pod wezwaniem św. Karola – Chiesa di San Carlo
al Corso, ale niestety to nie pobyt w nim jest przedmiotem westchnień
przechodniów, o nie! „Kościół na corso VE? Jaki kościół? To tam jest jakiś kościół? Niemożliwe!” I nawet to, że
kościół i związany z nim zakon Sług Marii Panny pojawia się w najsłynniejszej
włoskiej powieści Alessandra Manzoniego „Narzeczeni” (dla Włochów to książka
formatu polskiego „Pana Tadeusza”) niewiele tu zmienia. To samo ze znajdującym
się marmurowym freskiem Scior Carera
z III wieku n.e, który w przeszłych wiekach słynął z tego, że można było pod
nim zawieszać satyry i obrzucać inwektywami swoich adwersarzy. Póki istnieją
sklepy, póty dziś nie liczy się nic innego, nawet lżenie niesympatycznych
sąsiadów.
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
Kto to właściwie jest ten Vittorio Emanuele II? – Trochę historii...
Drugi o tym imieniu, ale tak naprawdę w
historii Włoch zapisał się jako pierwszy – pierwszy
włoski król po zjednoczeniu państwa w 1860 roku. Nie znaczy to jednak, że
taką nazwę ulica nosi od zawsze, bo jest ona starsza nie tylko od króla Wiktora,
ale od jego dziadów i pradziadów. Powstała w starożytności, na przełomie XVII i
XVIII wieku znana była jako ulica Sług (corsia dei Servi). W XIX wieku wyburzono
stojące wzdłuż ulicy średniowieczne budynki, by na ich miejsce postawić nowe, eleganckie
kamienice w stylu neoklasycznym. Po zakończeniu prac nazwę ulicy przemianowano na
corso Francesco, ale taka nazwa pozostała dość krótko, bo tylko do czasu zjednoczenia
Włoch. Corso Vittorio Emanuele jest też pierwszą włoską ulicą, którą zamieniono
na deptak, nie ma więc niebezpieczeństwa, że jakiegoś szalonego zakupowicza potrąci
motocykl.
 |
it.wikipedia.org |
This is... MILAN!
Jest punkt, w którym wzrok nasz, choć rozbiegany
pomiędzy górującą nad corso VE Katedrą a sklepami, właściwie może odpocząć, skupić
się i połączyć duchowość z materializmem.
Tak też, bez zbędnych gestów, łączą je w jedno mediolańczycy. Senza problema – to
przecież ludzie bezproblemowi. O co mi chodzi? Spójrzcie na zdjęcie poniżej. W oddaleniu,
a potem w zbliżeniu. Co zobaczymy na rusztowaniach Katedry? Oczywiście reklamę jednej
z największych europejskich marek.
Katedra
i moda – duch i materia. Pełnia. Kwintesencja życia. Oto i cały Mediolan.
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
Na shoppingu
Przyjrzyjmy się teraz bliżej temu, po co ci
wszyscy ludzie zbierają się tak często na tak wąskiej przestrzeni.
TOP 5 – moje
ulubione sklepy na Corso Vittorio Emanuele
ZARA
czyli już klasyka.
Do Zary na corso VE wchodzi się jednak nie tyle by kupować, co by oglądać. Wnętrze sklepu przywodzi mi zawsze na myśl film
American Hustle albo luksusowe westybule
hoteli na Manhattanie. Wypisz wymaluj lata 70 w całej okazałości. Przepiękne!
 |
dreamingofmilano.blogspot.it
Wnętrze Zary |
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
BANANA REPUBLIC
następny
sklep, który idzie się oglądać, a przy okazji można też kupić co nieco.
Piękne wnętrze
z ogromnymi wijącymi się schodami zupełnie jak z „Przeminęło z wiatrem”.
Ludzie najzwyczajniej
na świecie robią sobie na nich zdjęcia, chociaż nie wiem, czy ekspedientki są tym
zachwycone. Ubrania też niczego sobie – elegancka prostota, czasem znajdzie się
coś ekstra, co jest potem ozdobą szafy na kilka sezonów. Fajny sklep, gdzie bez
problemu mogę korzystać z przymierzalni nie tylko dla pań (gdzie zazwyczaj są kolejki),
ale również dla panów. W tym meczu zdecydowanie
mój faworyt.
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
SISLEY
tuż przy
placu San Babila. Wnętrze – subtelne, ubrania – elegancja i casual z pomysłem. W
Polsce chyba jeszcze nie ma tej marki (ubrań). Szkoda.
 |
tribunatreviso.gelocal.it |
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
JDC
ten z kolei już
prawie na piazza Duomo. Często zaglądają tu nastolatki, ale dla starszych też się
coś znajdzie. Cool, ale bez przesady.
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
YAMAMAY
sklep z bielizną
i odzieżą plażową. Twarzą tego sezonu jest Naomi Campbell. Jak ktoś znudził się Intimissimi
– Yamamay jest w sam raz.
To moje typowanie, ale lista jest otwarta.
Czy macie ulubione włoskie sklepy? A może znacie inne modowe ulice Mediolanu?
Czekam na Wasze propozycje!
Tylko niektóre sklepy na corso VE
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
 |
dreamingofmilano.blogspot.it |
I want more
Napisałam dla Was: